środa, 5 listopada 2014

Rozdział 1

Powoli otworzyłam oczy. Promienie słońca wpadające przez duże okna na moment mnie oślepiły. Kiedy jednak odzyskałam wzrok usiadłam na łóżku. Ciężko wzdychnęłam i zamknęłam oczy. Musiałam wstać. Niestety nie mogę sobie dłużej pospać. Wstałam i podeszłam do okna. Była wspaniała pogoda. Postanowiłam że najpierw odwiedzę rodziców a potem wyjdę do ogrodu. Ubrałam zwykłą kremową suknię i wyszłam na korytarz. Spotkałam na nim Demi, dworkę ale bardzo się przyjaźnimy.

-Wstałaś już?! Tak wcześnie?!-zapytała z uśmiechem.

-Mam dziś ważną sprawę do załatwienia. Wiesz że za tydzień bal.

-Ahhh wyleciało mi z głowy. Idź, idź a ja zajmę się twoim pokojem.-uśmiechnęłam się do niej serdecznie.

-Dziękuję ci. Do zobaczenia.-dałam jej całusa w policzek i pobiegłam do komnaty rodziców. Nie zastałam ich tam. Pewnie są już w głównej sali. Tam też się udałam.

-Dzień dobry.-powiedziałam kłaniając się.

-Witaj córeczko.-powiedziała matka.

-Przyszłam bo mam bardzo ważną sprawę.-spojrzeli na mnie poważnie-Otóż zbliża się bal i chciałabym udać się po suknię. Nasz krawiec nie jest odpowiedni aby uszyć mi suknię. Chcę coś na prawdę wyjątkowego.-rozmarzyłam się.

-Ahhh a gdzie znajdziesz odpowiedniego krawca?-spytał ojciec.

-Hmmm no nie wiem. Może w sąsiednim królestwie?-zaproponowałam.

-Ale to daleko. Sama na pewno się tam nie udasz.-powiedziała zatroskana matka.

-Ale chcę. Błagam.-zrobiłam smutną minkę.

-Ariano...Nie możesz.-wkurzyłam się.

-Nigdy nigdzie nie mogę wychodzić! To że jestem księżniczką nie znaczy, że trzeba mnie zamykać jakbym za chwilę miała się rozbić jak jajko! To niesprawiedliwe! Chcę pojechać i koniec.-tupnęłam nogą. Ci spojrzeli na siebie.

-Nie. Ty nie pojedziesz ale możemy wysłać Demi i trzech strażników.-wzdychnęłam głośno ze złości. Odwróciłam się napięcie i wyszłam. Udałam się do ogrodu. Miałam już tego dość. Całe życie spędziłam w zamku. Poszłam do mojego ulubionego miejsca. We wschodniej części ogrodu był taki jakby balkonik z którego widać było przepiękną łąkę i las. Stanęłam tam i wpatrywałam się w dal. Zawsze chciałam uciec i choć na chwilkę móc się tam pobawić. Niestety nie mogłam opuszczać terenu zamku. To było okropne. Nie mogę się doczekać momentu w którym rodzice ustąpią i pozwolą mi wyjść. Usłyszałam że strażnicy przygotowywują karocę. Pewnie jada po moją suknię. Do głowy wpadł mi pomysł. Z tyłu pojazdu znajduję się wielka skrzynia. Niepostrzeżenie i bez problemu do niej weszłam. Po chwili kareta ruszyła. Oj będę mieć kłopoty ale raz się żyje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz